25 lutego 2019

Choinka dla dzieci uchodźców

25 stycznia na zakończenie karnawału do naszej szkoły zaprosiliśmy ponad 90 dzieci z trzech ośrodków dla uchodźców. Każda z klas przyjęła po kilkoro dzieci i przygotowała dla nich różne zabawy oraz inne atrakcje.

Dzieci przyjechały autokarami.
W szkolnej stołówce wolontariusze przygotowali dla nich poczęstunek, a zespół pani Angeli przygotował program artystyczny na sali gimnastycznej. Główną atrakcją był pokaz Natalii. Wraz ze swoim pieskiem rasy Border Colie przygotowali pokaz magicznych psich sztuczek. Publiczności bardzo podobały sie skoki, aportowanie i różne triki.

Wszystkie dzieci otrzymały prezenty i zadowolone wróciły do ośrodków.
W przygotowanie imprezy zaangażowało się bardzo dużo wolontariuszy. Całość koodynowała Rada Szkoły z Hanią Ignaciuk na czele.
W imprezie pomagali również nauczyciele, którzy często przebrani za zwierzęta oraz inne stwory, zabawiali małych gości.





- -- - - - - - - - - - - -
Maria Orpik - Pąd Prąd

25.01.2019

Dzisiaj, od samego rana w ośrodku panował rozgardiasz. Wszyscy wokół nerwowo biegali, widać było, że są podekscytowani. Cóż - ja też byłam - ale postanowiłam tego nie pokazywać. Jestem w końcu doroślejsza od innych.
    Moja mama pośpieszała mnie. Zaczęła zapinać mi kurtkę. Tłumaczyłam jej, że mam już 7 lat i sobie poradzę, ale mnie nie słuchała.
     Wyszliśmy na dwór, gdzie czekał na nas autokar. Zaczęliśmy wsiadać. Usiadłam grzecznie obok mojej mamy i złapałam ją za rękę. Przez całą drogę patrzyłam przez okno na miasto: reklamy, sklepy, stacje benzynowe, wieżowce jak ze szkła.
Próbowałam sobie przypomnieć moją rodzinną miejscowość, w moim kraju. Przed oczami pojawiły się gruzy. Po chwili zasnęłam.
      Gdy się obudziłam, byliśmy już na miejscu. Wysiedliśmy i weszliśmy do budynku. Ciągle trzymałam za rękę moją mamę. Nagle ktoś złapał mnie i zaczął prowadzić w nieznane mi miejsce. Na początku się przestraszyłam, nie chciałam opuszczać mamy. Podniosłam głowę i zobaczyłam twarz przyjaźnie uśmiechniętej dziewczynki z czarnymi włosami do ramion. - Cześć kochanie, jestem Nela, a ty? - Alia – odpowiedziałam i uspokoiłam się. Nela zaprowadziła mnie do bardzo kolorowej sali.


Było tam mnóstwo zabawek. Pod ścianą stał namiot przypominający samochód. Na stolikach poskładany tor dla kolejki elektrycznej. Wszędzie leżały kredki. Na szafkach były postacie z bajek, które poznałam w Polsce – miś Kubuś Puchatek, Reksio, Bolek i Lolek. Wszędzie stali uśmiechający się do nas ludzie. Po chwili zaczęła się zabawa.
    Najpierw dziewczynka w przebraniu jednorożca pomalowała mi buzię i wyglądałam jak kotek. Potem przy stoliku rysowaliśmy kwiatki.  Usłyszałam - „Ale śliczne te kwiatki!” - ktoś pochwalił moje dzieło.  Byłam dumna ze swoich rysunków. Chciałam się pochwalić mamie, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć.
    Przyszła Nela i wszystkich nas zabrała na obiad.  Zjadłam tak dużo pierogów, że ciężko mi było się podnieść. Było naprawdę pysznie.

     
Po obiedzie poszliśmy do wielkiej sali. Balony, obłędnie kolorowe łańcuchy... czułam się jakbym wchodziła do czarodziejskiej krainy.  Tańczyliśmy tam i graliśmy w różne gry. - Raz dwa trzy, baba jaga patrzy! - ktoś wołał, odwracał się a wszyscy zamierali w miejscu. Śmieszne to było, bo każdy chciał jej dotknąć pierwszy a trudno nie wybuchnąć śmiechem i stać w bezruchu, nawet jak się ma już siedem lat.
Na koniec wszyscy dostaliśmy słodkie prezenty - torebki z czekoladowymi jajkami, cukierkami, żelki-miśki. Wybuchnęłam śmiechem, bo zobaczyłam jak mój kolega próbuje z tej torebki wydostać głowę.
Nagle zobaczyłam moją mamę. Stała w sali i zobaczyłam, że płacze. Wydało mi się to dziwne. Mamo?- zapytałam – Co się stało, mamo?. Otarła policzki i powiedziała: - Nic, kochanie, nic. Cieszę się, że dobrze się bawiłaś. Ubraliśmy kurteczki i wróciliśmy do autokaru. Znowu patrzyłam przez okno...
                                                                                          Fot.  Maks Charaziński - Pod Prąd

Brak komentarzy: